Recenzja Spektaktlu Kot w Butach

http://teatralny.pl/recenzje/pan-i-kot,564.html

Literatura Angeli Carter jest wręcz stworzona do tego, aby poddawać ją różnego rodzaju artystycznym transformacjom. Brytyjska pisarka przyznała się przecież do traktowania kultury Europy Zachodniej jako „ogromnego złomowiska, z którego można złożyć najróżniejsze nowe pojazdy”.

Proza Carter, opowiadania zwłaszcza – zaskakujące reinterpretacje motywów, wątków czy całych linii fabularnych utworów mocno już osadzonych w kulturze – aż prosi się o twórcze przeniesienie, o nadanie jej kolejnych wcieleń. O kreacyjną, nieskrępowaną niczym zabawę, którą przecież jest w dużej mierze twórczość Angeli Carter. Z możliwości uczestniczenia w tej zabawie – nie da się ukryć, że kuszącej – skorzystała Ida Bocian, która na potrzeby swojego najnowszego przedstawienia zaadaptowała jedno z opowiadań Carter. Pan Kot to najnowsza premiera Teatru Gdynia Główna, a zarazem druga skierowana do (tym razem, jak chcą twórcy, wyłącznie) widzów dorosłych.

Najnowsze przedstawienie Idy Bocian bazuje na opowiadaniu Kot w butach, które pochodzi ze słynnego, wydanego w 1979 roku tomu Krwawa komnata. Znajdujące się w nim opowiadania (między innymi głośne Towarzystwo wilków, którego filmowej adaptacji podjął się Neil Jordan) to – jak najczęściej nazywali je krytycy – postmodernistyczno-feministyczne wersje baśni Charlesa Perraulta oraz Jacoba i Wilhelma Grimmów. Opowiadania zawarte w tym tomie nie mają jednorodnego charakteru, ze względu na przyjęte w nich różne konwencje i tonacje możemy podzielić je na kilka grup. Kot w butach należy do tej, którą cechuje specyficzny rodzaj bezceremonialnego humoru, ocierającego się nieustannie o nieskrępowaną konwenansami, hedonistyczną erotykę. Fabuła tego opowiadania jest prosta – młody żołnierz korzysta bez umiaru ze wszystkich uroków życia. Beztroska zostaje przerwana w chwili, gdy młodzieniec zapała autentycznym uczuciem do młodej żony zaborczego starca. Spiritus movens to w opowiadaniu tytułowy Kot, który funkcjonuje w nim także jako narrator.

Pomysł Idy Bocian na teatralną adaptację opowiadania Carter jest prosty, ale efektowny i sprawdzający się doskonale. Zarówno sam temat, jak i bohaterowie Carter to elementy żywcem wyjęte z komedii dell’arte, dlatego też zamysł, aby w takiej konwencji zamknąć formę przedstawienia, jest bardzo udany.

Pomysł Idy Bocian na teatralną adaptację opowiadania Carter jest prosty, ale efektowny i sprawdzający się doskonale. Główną i tytułową rolę w przedstawieniu Bocian gra Iwo Bochat, na co dzień aktor Teatru Planeta M w Poznaniu i student PWSFTViT w Łodzi. On też za pomocą masek – jak na komedię dell’arte przystało – odgrywa wszystkie pozostałe postaci: młodego kochanka, heroinę, starca Pantalone, jego podstarzałą, nienawidzącą mężczyzn i kotów pomocnicę. Tytułowy bohater to w jego wykonaniu postać łącząca cechy ludzkie i zwierzęce, poddająca się konwencji, a jednocześnie ciągle igrająca z nią. Kot w Panu Kocie to także postać, która otwiera w tym przedstawieniu przestrzeń nieco inną od tej widocznej na pierwszym planie. Kot jest po części wcieleniem postaci Arlekina, lecz także (co w spektaklu sugerują dość wyraźnie zaznaczone „szatańskie” proweniencje tej postaci) rodzajem Błazna-Demiurga, z którym powiązana jest ogromna przestrzeń symboliczna, skupiona wokół zjawisk błazeństwa, obłędu, szaleństwa i śmiechu. To on uruchamia wszystkie wydarzenia, to on decyduje o losach bohaterów. Od jego kaprysów zależna jest rzeczywistość w Panu Kocie, która rozciąga się pomiędzy dobrotliwą kpiną a okrutnym żartem. Kot uwodzi widza dowcipem i zręcznościowymi sztuczkami, by za chwilę wtrącić go w lekki niepokój spowodowany współistnieniem w strukturze tej postaci ambiwalentnych pierwiastków – życzliwości i okrucieństwa.

Tytułowy Kot poprzez swoistą mozaikowość znajduje się też w opozycji do pozostałych bohaterów w przedstawieniu Bocian. Młody żołnierz, dziewczyna czy starzec to postaci silnie stereotypowe, wręcz marionetkowe. Pantalone wzbudza odrazę, dziewczyna stanowi kombinację naiwności i dziewczęcej kokieterii. Iwo Bochat płynnie i sprawnie przechodzi z jednej postaci w drugą, ujawniając przy tym duży potencjał komediowy. Maski (za ich wykonanie odpowiada Janusz Bocian) w jego rękach stają się bardzo efektownym narzędziem aktorskich działań, każda z postaci – choć celowo szablonowa i wykreowana z ukłonem w stronę tradycji dell’arte – stanowi popis jego aktorskich umiejętności. Szablonowość i marionetkowość bohaterów podkreśla także wymiar postaci Kota – jako figury kierującej losami innych, skazującej ich na pastwę swoich sympatii i zachcianek.

Na osobną uwagę zasługuje scenografia. Metalowo-drewniana struktura autorstwa Kamila Domachowskiego przypomina konstrukcje dla prawdziwych kotów – skrzyżowanie „drapaka” z huśtawką. Iwo Bochat zwinnie porusza się pomiędzy elementami tej struktury (sprawność fizyczna aktora zasługuje na duże uznanie!), co rusz ujawniając widowni kolejne ukryte w jej zakamarkach maski. Zarówno scenografia, jak i kostium aktora (zabawna wariacja na temat wieczorowego smokingu) utrzymane są w bieli, czerni i czerwieni, kolorach, które niejako harmonizują wizualnie z emocjonalnymi tonacjami opowieści.

Pan Kot to przedstawienie-zabawa. Inteligentna, dowcipna, podszyta erotyzmem opowieść, która różnym widzom oferuje różne doznania. Bo jednak pod maską lekkiej historii kryje się tu sporo dwuznaczności. Dlatego jedni zobaczą w niej zabawną opowiastkę o sprytnym kocie, inni – erotyczną opowieść z dreszczykiem, z całkiem zaskakującą puentą. I to właśnie stanowi, moim zdaniem, o sukcesie spektaklu Idy Bocian. Wzięła ona na warsztat twórczość, którą bardzo trudno zamknąć w jednej, definiującej ją precyzyjnie formule i – moim zdaniem – przetworzyła ją w sposób godny uwagi: dodała do niej nowe treści, uruchomiła świeże konteksty, nie pozbywając się jednocześnie jej oryginalnego, niepowtarzalnego charakteru.

16-06-2014